Nocleg na weekend zabukowaliśmy w tym małym uzdrowiskowym miasteczku, tuż obok Parku Szwedzkiego. Mimo, że nic o nim nie wiedzieliśmy, to trafiliśmy w dziesiątkę! Bardzo polecam Szczawno-Zdrój jako bazę wypadową w okolice Wałbrzycha i nie tylko. Jest to jedno z najstarszych uzdrowisk na Dolnym Śląsku i posiada wspaniałą XIX Trasa Transfogarska . Rumunia, Curtea de Arge Zdjęcia (15) Komentarze (3) keyla - 2010-09-30 17:24. fantastyczne te misie :) Uczestnikami wyjazdu byli: Klaudia Domagała, Darek Domagała, Kuba Wróblewski i Piotrek Wróblewski z bractwa motocyklowego "Rosomaki".https://www.facebook.co Śr, 21-06-2017 Forum: Rumunia - Re: Trasa Transfogarska ! Re: szosa transfogaraska dzięki,ale na jakiej wysokości jest tunel to ja wiem;;pytam się po to bo tam byłem w czerwcu i widzę że technicznie ta trasa jest łatwa,ale nie wiem jak może być w pażdzierniku . Trasa Transfogarska (lub Transfogaraska, od rumuńskiego Transfăgărășan) to nazwa słynnej drogi krajowej DN7C w Rumunii. Wyróżnia ją położenie – zlokalizowana jest w środkowej części kraju i biegnie przez najwyższe pasmo Karpat Południowych, czyli Góry Fogaraskie. Jakie atrakcje oferuje trasa Transfogarska i co warto na niej zobaczyć? Trasa Transfogarska w Rumunii łączy dwie historyczne krainy – położoną na północy Transylwanię i zlokalizowaną na południu Wołoszczyznę. Szosa powstała w latach 1970–1974, z inicjatywy komunistycznego przywódcy Nicolae Ceauşescu. Początkowo trasa Transfogarska miała umożliwiać transfer w razie ataku ze strony ZSRR. Obecnie stanowi jedną z najpiękniejszych rumuńskich dróg, a także popularną atrakcję turystyczną. Trasa Transfogarska zachwyca zapierającymi dech w piersiach widokami, ale oferuje i inne atrakcje. Czym wyróżnia się trasa Transfogarska w Rumunii? Rumuńska trasa Transfogaraska to miejsce niezwykle fascynujące. Na uwagę zasługuje sam proces jej powstania, w czasie którego wykorzystano ok. 6 mln kg dynamitu. Koszty całego przedsięwzięcia były ogromne, a budowa okupiona życiem przynajmniej kilkudziesięciu zaangażowanych w nią żołnierzy (oficjalne dane mówią o 40 osobach, jednak uważa się, że mogło być ich nawet kilkaset). Widać więc, że trasa Transfogarska była projektem zakrojonym na dużą skalę. Choć szosa została oddana do użytku w 1974 roku, prace nad nią trwały jeszcze do 1980 roku. Od tamtej pory droga na całej długości pokryta jest asfaltem. Współcześnie trasa Transfogarska stanowi znane i lubiane miejsce wypraw. Droga przecina Karpaty, a jej najwyższy punkt znajduje się na wysokości aż 2042 m Przejazd szosą gwarantuje więc niezapomniane przeżycia i zachwyca wspaniałymi krajobrazami ze zróżnicowaną fauną i florą. Czas przejazdu trasy Transfogarskiej Trasa Transfogarska położona jest w centralnej części Rumunii. Jej południowy kraniec znajduje się ok. 160 km od stolicy kraju, Bukaresztu. Wyprawę warto jednak rozpocząć na północy, ponieważ tamtejsze tereny oferują o wiele więcej atrakcyjnych widoków. W źródłach można znaleźć różne informacje dotyczące długości trasy Transfogarskiej. Wynika to z tego, że cała droga krajowa DN7C mierzy 151 km, ale właściwa trasa Transfogarska ma ok. 90 km i otwarta jest zazwyczaj w okresie od czerwca do początku października (daty otwarcia mogą się różnić w poszczególnych latach). Długość trasy Transfogarskiej sugeruje, że czas jej przejazdu powinien być nadzwyczaj krótki. Należy jednak pamiętać, że na drodze obowiązuje ograniczenie prędkości do maksymalnie 40 km/h. Zostało wprowadzone ze względów bezpieczeństwa i wynika z obecności wielu serpentyn. Dlatego szacowany czas przejazdu trasy Transfogarskiej samochodem to ok. 3–4 godziny . Czasami może się on wydłużyć ze względu na korki, które pojawiają się zwłaszcza w wakacyjne weekendy. W związku z tym, poleca się jazdę trasą Transfogarską w dni powszednie. Jadąc trasą Transfogarską nie warto się jednak spieszyć, ponieważ wolna jazda pozwala na lepsze delektowanie się wyjątkowymi widokami. Ponadto, podczas przejażdżki można zatrzymać się na jednej z malowniczych polanek, odwiedzić ciekawy zabytek, jakim jest zamek Poenari czy przenocować w schronisku na szczycie trasy. Oczywiście znacząco wydłuży to czas przejazdu drogą Transfogarską, jednak dostarczy niezapomnianych wrażeń. Nie tylko samochód, czyli trasa Transfogarska rowerem lub motocyklem Osoby, które chcą jeszcze pełniej doświadczyć wspaniałości okolicznych terenów, mogą przebyć trasę Transfogarską motocyklem lub rowerem . Szansa na poczucie wiatru we włosach i pooddychania górskim powietrzem dla wielu ludzi stanowi dodatkową atrakcję. W tym przypadku należy jednak mieć na uwadze często zmieniającą się pogodę. Ponadto, przejechanie trasy Transfogarskiej rowerem wymaga dobrej kondycji i posiadania odpowiedniego sprzętu . Oczywiście zajmie też więcej czasu. Trasa Transfogarska: zamek Drakuli i inne atrakcje Trasa Transfogarska w Rumunii zachwyca wieloma ciekawymi atrakcjami. Jedną z najważniejszych jest możliwość odwiedzenia ruin zamku Poenari, który nazywany bywa prawdziwym zamkiem Drakuli. Cytadela powstała ok. XIII wieku i w ciągu kilku dekad zamieszkiwało ją wielu różnych rezydentów. W XV wieku Wład Palownik, który stał się pierwowzorem postaci Drakuli, odbudował ją i tym samym stworzył słynną fortecę. W kolejnych latach twierdza podupadła, jednak do dziś zachowały się jej mury i wieże. Co ciekawe, aby dostać się na zamek Drakuli na trasie Transfogarskiej trzeba wspiąć się po 1480 schodach. Warto również zwrócić uwagę na inne atrakcje trasy Transfogarskiej. Inne interesujące miejsca to okolice jeziora Balea, zapora na rzece Ardżesz, która tworzy jezioro Vidraru, a także najdłuższy tunel w Rumunii, liczący aż 884 m długości. Autor: Redakcja Dzień Dobry TVN Jedną z większych atrakcji w Rumunii jest Trasa Transfogarska, aby na nąć trafić jadąc od strony Polski za Sybinem w Colonia Tălmaciu należy jechać prosto (nie skręcać w prawo na Ramnicu Valcea) a następnie po przejechaniu ok 30 km skręcamy w prawo na miejscowość Cartisoara. Teraz jedziemy prosto przez Trasę Transforgarską aż do miejscowości Curtea de Arges. Po pokonaliśmy ten odcinek jadąc z Polski do Bułgarii, dokładamy do całej podróży stosunkowo mały czasu ale widoki z trasy, krajobrazy, tunele, zapora, góry, wodospady czy zamek Drakuli na długo zostaną w naszej pamięci. Poniżej kilka zdjęć i filmików z trasy: Autor: Jarosław Tajchman Trasa Transfogarska, ekstremalna przeprawa osiągająca w najwyższym punkcie ponad dwa tysiące metrów, jest uważana za najpiękniejszą drogę Europy. Trasa Transfogarska powstała na początku lat siedemdziesiątych na polecenie Nicolae Ceaușescu. Po radzieckiej interwencji w Czechosłowacji w 1968 roku dyktator obawiał się podobnego ataku na Rumunię. Potrzebował więc szybkiej przeprawy na północ kraju, którą w razie zagrożenia można byłoby przetransportować czołgi i artylerię w okolice Sibiu w Siedmogrodzie. Tyle, że przez środek kraju przebiega łuk niebosiężnych Karpat… Ale dyktator miał wizję, by ujarzmić część Południowych Karpat – Góry Fogarskie, najwyższe pasmo w Rumunii. W przeprawę zainwestowano miliardy, z pomocą kilku milionów kilogramów dynamitu wysadzono w powietrze surowe granity, tworząc na skalnych półkach wąskie przejazdy, długie tunele i wiadukty nad ziejącymi kilkusetmetrową pustką przepaściami. Ponadstukilometrową przecinkę przez 2,5-tysięczniki budowały tysiące żołnierzy, spośród których wielu zginęło. Szczyt pasma przebity jest najdłuższym w Rumunii, niemal kilometrowej długości surowym tunelem o nieociosanych ścianach, oświetlonych mdłym światłem. Szerokim tak, by mogła nim z rykiem silników przejechać kolumna czołgów. Niedaleko znajdowała się jedna z twierdz Ceaușescu, który miał w Rumunii kilkanaście pałaców, a o jego bogactwie chodziły legendy. Podczas gdy rumuńska wieś cierpiała straszliwy głód i biedę, jego psy jadały cielęcinę sprowadzaną prosto z Włoch. Od razu przypomina mi się inny dyktator sprzed wieków. Wład Drakula [PRZECZYTAJ: RUMUNIA SZLAKIEM DRAKULI], którego zamek Poienari stoi u wylotu Trasy Transfogarskiej. To wszystko przebiegło mi przez głowę kiedy stanęliśmy przy skręcie z drogi numer 1 przy znaku Transfăgărășan. Trasa jest czynna od końca maja do września. Na przejazd trzeba poświęcić 3-4 godziny. Na trasie jest mnóstwo zakrętów i trzeba jechać bardzo powoli. Przyjechaliśmy do Rumunii z rocznym synkiem. Wyruszyliśmy o 10 rano z przygranicznej Oradei kierując się do odległego o ponad 600 kilometrów Bukaresztu. Jeszcze tego ranka nie myśleliśmy o Drodze Transfogarskiej, bo i tak zamierzona przez nas trasa była wyczerpująca dla małego dziecka, chcieliśmy tylko nadłożyć nieco drogi i obejrzeć ruiny zamku Drakuli w Poenari – tego prawdziwego, bo ten turystyczny, w Bran, mieliśmy już zaliczony. TRASA TRANSFOGARSKA:Długość: 151 km (właściwy, górski odcinek DN7C liczy 90,2 km długości)Czas przejazdu: ok. 3-4 godzinyNajwyższy punkt: 2042 metry w zależności od pogody, przeważnie od końca maja do wrześniaPołożenie: pomiędzy Curtea de Argeș a SibiuDojazd z Bukaresztu: ok. 2 godzinAtrakcje: jezioro Bâlea, jezioro Vidraru, zamek Drakuli w Poenari Skręt z drogi numer 1 z Sibiu do Braszowa w kierunku Trasy Transfogarskiej. Szczytami tamtych gór trzeba przejechać. Droga z Oradei do Devy ciągnęła się przez niewysokie góry. Drogi w fatalnym stanie albo miały wielkie dziury, albo były rozkopane. Znaki z ostrzeżeniem DRUM IN LUCRU (droga w budowie) pojawiały się co chwilę. Ruch wahadłowy regulowany światłami, jazda jednym pasem, bo z drugiego zerwano asfalt nie wiadomo jak dawno, bo nie widać tu żywego ducha, potem kilka serpentyn i znów roboty drogowe. Niecałe dwieście kilometrów przejechaliśmy w ponad trzy godziny. Wreszcie – autostrada do Sibiu. Poczuliśmy się jakbyśmy z drabiniastego wozu przeskoczyli do rakiety i szybko zaczęliśmy łykać kolejne kilometry. Drum in lucru, czyli wieczne roboty drogowe, to utrapienie kierowców w Rumunii. – Za niecałą godzinę będziemy w Sibiu – rzucił Sergiusz mijając tablicę z napisem “Sibiu 100” i docisnął pedał gazu. – To może przejedziemy Trasą Transfogarską?– Z dzieckiem? – wskazałam na kręcącego się w foteliku synka. – On już ma dosyć jazdy na dziś, a tam trzeba poświęcić trzy-cztery godziny. Poza tym w czerwcu często zamykają drogę, bo osuwają się na nią zwały topniejącego śniegu niszcząc barierki i spadając w przepaść – snułam ponurą wizję, bo nie wyobrażałam sobie rocznego dziecka na ekstremalnej trasie dla dyktatorskich czołgów, wijącej się pod szczytami dwu i pół tysięczników. Ale kusiło mnie strasznie.– Chcemy zobaczyć zamek Drakuli. Jeśli pojedziemy doliną Olt, którą już znamy, trzeba będzie nadrobić koło 80 kilometrów wjeżdżając w Transfogarską od południa. A jak nią przejedziemy, to zamek będzie po drodze.– Dobra, to podjedźmy na stację benzynową. Zatankujemy do pełna, sprawdzimy ciśnienie w oponach, nakarmimy Chrucza i raz pierwszy pożałowałam swojej decyzji kiedy na horyzoncie dostrzegłam tonące w sinych chmurach ośnieżone górskie szczyty.– To my mamy TAM pojechać? Na samą górę? – zwątpiłam. Trasa Transfogarska przebiega waśnie przez te szczyty. Wtedy Chrucz zaczął się nudzić. Ciskał butelką z soczkiem, wyrzucał grzechotki i wrzeszczał zirytowany. Wtedy wyjęliśmy awaryjne pianinko, które Chruczek dostał na pierwsze urodziny. Wieźliśmy je na czarną godzinę, która właśnie nadeszła. Chruczka zachwyciła możliwość włączania niezliczonych melodyjek z głosami zwierząt. W takt puszczanego w kółko szczekania, miauczenia, kwakania i minęliśmy Sibiu, przejechaliśmy jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i stanęliśmy u stóp gór. Pogoda gwałtownie się zepsuła. Wysiedliśmy, żeby przewinąć synka na tylnej kanapie auta i poczuliśmy, jak ze słonecznego popołudnia trafiliśmy w górski chłód. Otuliliśmy go w foteliku i na szczęście w sekundę zasnął, robiąc nam najlepszy prezent na ten odcinek trasy. A potem zaczęliśmy się wspinać. Serpentyna za serpentyną coraz ostrzejsze zakręty kołysały naszego synka do snu. Mijaliśmy zjeżdżające z góry samochody, wspinając się przez gęsty las. Nagle wjechaliśmy w sam środek wioski. To ostatni przystanek przed wyjechaniem w wyższą część gór, gdzie między skałami rośnie kosodrzewina, potem są już tylko hale i granitowe turnie. Rozłożyli się tu ze stoiskami górale sprzedający w środku lata futrzane czapy i gotowane kolby kukurydzy. Przed wjazdem na dalszą część trasy stały znaki zakaz wjazdu i ostrzegawcze napisy po rumuńsku. Zakaz wjazdu przy wjeździe na Trasę Transfogarską. Chyba nie uda nam się przejechać. – To koniec – pomyślałam patrząc na parking pełen samochodów. – Pewnie osuwiska lodowe zablokowały minął nas rumuński samochód i nie zważając na znaki ruszył w górę. Za nim jeszcze jeden. Wiemy, że to, że rumuńscy kierowcy jeżdżą brawurowo, to mało powiedziane. Ale żeby tak ryzykować? A my? Z małym dzieckiem? Jechać czy zawracać? Dla pewności Sergiusz poszedł jeszcze zapytać o trasę miejscowego sprzedawcę owczych serków.– Można jechać, mówi, że jest bezpiecznie – krzyknął.– A znaki?– Daj spokój. Jesteśmy w Rumunii! – uśmiechnął się zawadiacko i nacisnął gaz. No to pojechaliśmy. Przekroczyliśmy przeciekający żelbetowy wiadukt i przed przednią szybą otworzyła się przestrzeń górskiej doliny. Takie widoki można oglądać w Tatrach po kilku godzinach wspinaczki stromą ścieżką. Z jednej strony skały, z drugiej przepaście, a pomiędzy nimi serpentyna drogi zabezpieczona gdzieniegdzie wątłą barierką. Asfalt w zadziwiająco dobrym stanie, więc samochód doskonale trzymał się drogi. Dziecko spało wdychając górskie powietrze, Sergiusz zachwycony widokami robił zdjęcia, a ja starałam się prowadzić nie patrząc w dół. Trasa Transfogarska to nie miejsce dla osób z lękiem wysokości. Tak zaczyna się Trasa Transfogarska. Wiadukty z lat 70-tych trochę przeciekają, ale dają radę. Trasa Transfogarska od strony północnej. Widoczne żelbetowe wiadukty nad drogą. Sesja zdjęciowa na wysokości. Sergiusz wszedł na kamień wiszący nad przepaścią. Tylko dla odważnych. W dolinach pełnia lata, a na górze było nam trochę zimno i leżał śnieg. Po drodze mijamy stada owiec. Widok spod szczytu na Trasę Transfogarską od strony północnej. Przy drodze znajduje się wiele zatoczek, w których zatrzymują się samochody. Trasa Transfogarska jest absolutnie zachwycająca. Widoki są takie, że nie można się powstrzymać. Więc i my zatrzymujemy się co chwilę robiąc zdjęcia. Mijamy nie tylko jadące ostrożnie samochody i motocykle, ale i rowerzystów wspinających się z wysiłkiem na dwa tysiące metrów, jak i maszerujących z kijkami wspinaczy objuczonych plecakami z przypiętą z karimatą. Jęzory lodu schodzą do samego asfaltu, a szczyt spowijają chmury, w które za chwilę wjedziemy. Jeszcze kilka ostrych zakrętów i jesteśmy pod szczytem. Ubrani w futrzane czapy i puchowe kurtki górale sprzedają gorące oscypki i herbatę. Gra rumuńska muzyka. Na górze jest atmosfera pikniku. Nie wjedziemy wyżej. Przez szczyt przebijemy się niemal kilometrowej długości tunelem, na końcu którego otwiera się widok na przepastną dolinę po południowej stronie Gór Fogarskich. Najdłuższy tunel w Rumunii przenosi nas na drugą stronę pasma gór. Teraz prowadzi wychowany w Zakopanem Sergiusz. Łagodnie bierze zakręty, z dużą swobodą przebija się przez stada owiec i oblicza wysokość.– To piętro hal, więc jesteśmy mniej więcej na wysokości 2000 metrów. Wjeżdżamy w kosodrzewinę, czyli 1800. A teraz piętro lasu – 1500. Otwiera się przed nami południowa strona Gór Fogarskich. Droga schodzi w dół serpentynami. Kierowca po pokonaniu najwyższego punktu Trasy Transfogarskiej. Kolejne kilometry serpentyn przez wydają nam się kaszką z mleczkiem. Wijąca się droga przecina las i obejmuje długie jezioro Vidraru leżące na wysokości ponad 800 metrów. Przy drodze stoją drewniane ławy i stoły na których całe rodziny urządzają sobie pikniki i rozstawiają grille. Trasa Transfogarska okazała się być popularnym miejscem turystycznych wypadów, a nie przerażającym mrocznym pomnikiem Ceaușescu. Wreszcie dojeżdżamy do gigantycznej zapory z lat 60-tych. Ma 116 metrów wysokości i robi niezwykłe wrażenie. Wreszcie budzi się Chruczek i możemy wyjść z nim, żeby odpoczął po pokonaniu górskiej przełęczy. Kilka zakrętów dalej na szczycie wzgórza wyrastają ruiny zamku Drakuli w Poenari. Prowadzi do niego 1440 schodów, przy wejściu jest tabliczka ostrzegająca przed niedźwiedziami, ale z tego wszystkiego najgorsze są komary. Przed nami już prosta droga, a od Pitești autostrada, na którą wjeżdżamy po półgodzinie jazdy. I po niecałej godzinie lądujemy w Bukareszcie. Chrucz nawet nie zauważył, że pokonał legendarną Trasę Transfogarską, więc będzie nam musiał uwierzyć na słowo. Albo jeszcze tu kiedyś wrócić. Trasa Transfogarska od południa – jezioro Vidraru. Ponad 100-metrowa tama spiętrzająca jezioro Vidraru. Na górze widoczny zamek Drakuli w Poenari. Magda Pinkwart Dziennikarka, autorka przewodników turystycznych i książek dla dzieci. Autorka National Geographic. Laureatka Nagrody Magellana. Licencjonowana przewodniczka i pilotka wycieczek, ekspert w radiu i TV w dziedzinie turystyki. Właścicielka biura wypraw LUNDI Travel. Żona Sergiusza, mama Wilhelma i Lary. Do odwiedzenia Rumunii trzeba mnie było trochę namawiać, nie było jej na mojej liście państw do odwiedzenia w niedalekiej przyszłości i sama nie wiem skąd brała się ta niechęć. Na szczęście minęła chwilę po przekroczeniu granicy, piękne górskie panoramy, które roztaczały się przed nami właściwie cały czas sprawiły, że bardzo chętnie tam jeszcze wrócę. Przejechać się trasą Transfogarską i wracać! Lato 2018 rządziło się u mnie swoimi prawami i muszę przyznać, że w 90% byłam zafiksowana na samochodach. Dlatego w trakcie urlopu postanowiliśmy zwiedzić jakiś samochodowy raj. Wybraliśmy najpiękniejszą trasę Europy, a może nawet świata, czyli sławną DN7C. Oczywiście nie zawiedliśmy się, na trasie trwał właśnie event mazdy, więc minęliśmy ok 50 MX5, do tego jeszcze kilka fajnych szybkich, sportowych autek. Ale przecież nie o oglądanie aut nam chodziło, uwierzcie mi, że widoki jakie widać zza szyby samochodu zapierają dech w piersiach! Cała trasa Transfogarska mierzy 150km i na jej przejechanie trzeba przeznaczyć cały dzień, ponieważ ograniczenie prędkości wynosi 40 km/h i właściwie szybciej nie da się jechać. Do tego przystanki co 10 minut, bo tu piękny widok na drogowe serpentyny, tu najpiękniejszy widok na całe pasmo górskie, tu śliczny wodospad, a tu pasie się osiołek i wreszcie przymusowy postój ponieważ stado owiec przechodzi przez drogę, a jest ich chyba z 200! My nie przejechaliśmy całej trasy, zaczęliśmy w miejscowości Cartisoara i skończyliśmy przy zaporze tworzącej jezioro Vidraru. Podobno najpiękniejsze odcinki widzieliśmy, serpentyny które mrożą krew w żyłach zaliczone, jazda we mgle najniebezpieczniejszą górską drogą też, więc na upartego można uznać urlop za udany i wracać do domu. Pogoda w górach lubi zaskakiwać! I to nawet bardzo! Jakoś nie byliśmy do końca przekonani, czy to właśnie tego dnia wybierzemy się na trasę Trasfogarską, była lekka mgła, trochę padał deszcz, więc stwierdziliśmy, że po co jechać autem na ponad 2000 skoro i tak nic nie będzie widać. Ale z drugiej strony dlaczegożby nie zaryzykować? Pojechaliśmy i przez pierwsze 30km bardzo żałowałam tej decyzji, mgła nasilała się wprost proporcjonalnie do ilości i ostrości serpentyn na drodze, w pewnym momencie nie było nic widać ale nie było też gdzie zawrócić, ponieważ droga jest dość wąska i raczej pozbawiona skrzyżowań. I tak wjechaliśmy na wysokość 2034 i wjechaliśmy do mierzącego ponad 800 metrów tunelu. Po wyjechaniu z tunelu po prostu odebrało nam mowę! Zniknęła mgła i mżawka, za to pojawiło się piękne słońce! I wreszcie naszym oczom ukazały się wspaniałe pasma górskie i cudowne widoki. Pojechaliśmy więc zobaczyć zaporę, jej zdjęcia widziałam właściwie wszędzie po wpisaniu hasła Rumunia w wyszukiwarkę, więc koniecznie chciałam zobaczyć ją na własne oczy. Po kilku godzinach wracaliśmy tą samą trasą i po północnej stronie tunelu też świeciło już słońce, więc zobaczyliśmy to co przysłaniała nam wcześniej mgła i powiem, że to zdecydowanie jedne z najpiękniejszych, a może nawet najpiękniejsze górskie widoki jakie widziałam w życiu. Zapora na rzece Ardżesz Na mnie zrobiła duże wrażenie, ma 160m wysokości i tworzy kilkukilometrowe jezioro Vidraru. Całość wygląda naprawdę imponująco i uważam, że warto się w tym miejscu zatrzymać, wejść na punkt widokowy i podziwiać tego betonowego kolosa. W pobliżu znajduje się zamek Poenari, czyli ta prawdziwa siedziba Hrabiego Draculi, tym razem odpuściliśmy jednak jego zwiedzanie, głównie z tego powodu, że nawigacja pokazywała nam, że do miejsca naszego noclegu mamy 90km, a czas przejazdu to niemal 4 godziny 🙂 Jezioro Balea Całą trasę Transfogarską oczywiście można przejechać samochodem ale jeśli chcecie pochodzić dodatkowo po górach, które są naprawdę piękne, to nic nie stoi na przeszkodzie! Samochód można zostawić w pobliżu jeziora Balea, które swoją drogą jest bardzo urokliwe, są tam strzeżone parkingi, stragany i restauracje z dobrym i w dość przyzwoitych cenach jedzeniem. Od jeziora odchodzi kilka szlaków, które doprowadzą między innymi do wodospadu. Trasa Transfogarska – informacje praktyczne Drogę wybudowano w latach 1970 – 1974, z rozkazu Nicolae Ceausescu. Do tego celu zużyto ponad 6 mln ton dynamitu, a przy jej budowie oficjalnie zginęło 40 osób. Droga miała mieć znaczenie strategiczne, czyli ułatwić przemieszczanie się wojsk w razie inwazji ZSSR, jednak jak było naprawdę, tego nie wiadomo. Droga w całości jest asfaltowa, do tego nawierzchnia systematycznie jest wymieniana, więc jest w naprawdę dobrym stanie i nie ma zagrożenia, że na jakiejś dziurze urwiemy koło. Pomijając fakt, że miejscami jest dość stromo i kręto, jedzie się bardzo przyjemnie, no chyba że ktoś ma chorobę lokomocyjną. Trasa przejezdna jest od 1 czerwca do pierwszego listopada, jednak przy wyjątkowo złej pogodzie, zamykana jest także w miesiącach letnich. Do tego najwyżej położony 25 km odcinek drogi nie jest przejezdny również w nocy. Cała trasa jest całkowicie bezpłatna, polecam jednak wybrać się na przejażdżkę w trakcie tygodnia, w weekendy podobno tworzą się spore korki przy wjeździe do tunelu i w pobliżu najładniejszych punktów widokowych. Dla mnie miejsce idealne! Najpiękniejsze widoki, do tego można sprawdzić jaki z ciebie kierowca i jak dobre masz auto 😉 Proponuję zostawić sobie na koniec zwiedzania Rumunii, w razie gdyby auto jednak nie dało rady 🙂 Mój kierowca i auto poradzili sobie doskonale 🙂

rumunia trasa transfogarska zdjęcia